Back to Timeline
Avatar
Tanda Lugovskaya

Кав'ярня

З усіх, хто був за столиком у кав'ярні,
Де паморозі сад зимовим полуднем блищав,
Я залишився сам.
Ввійти туди я міг би, якби захотів,
І, пальцями в холодній порожнечі
Постукуючи, тіні закликати.

На склі та ж сама зимова імла,
Але ніхто не увійде.
Бо жменя попелу,
Присипана вапном прогнила пляма -
Не знімуть капелюхи, весело не скажуть:
"Ходімо по горілку".

Холодного я мармуру торкаюсь - і не вірю,
Руки своєї я торкаюся - й не вірю:
Це - є, і я - в історії, що діється.
Та вже довіку замкнені вони -
І в погляді останньому, і в слові,
І далекі, як цезар Валентиніан,
Як ватажки у масагетів, про яких не знаємо нічого,
Хоч минув лише рік, чи два, чи три роки.

Я можу бути дроворубом у лісах північних,
З трибуни можу виступати, зняти фільм
Такими засобами, про які вони не знали;
І куштувати фрукти на далеких островах,
І в одязі сучасному отримати світлину.
Але вони вже назавжди, як бюсти у жабо та фраках
Із монструозного Ларусса.

Та іноді, коли зоря вечірня забарвить дахи бідного провулка,
Я в небо подивлюсь - побачу: в хмарах
Розгойдується столик. Там із тацею офіціант,
І дивляться вони на мене, й вибухають сміхом.
Я ще не знаю, як загинути від лютої руки людської.
Вони це знають, о, вони це добре знають.

---
Переклад з польської.

---
Оригінал (автор - Чеслав Мілош):

Kawiarnia

Z tego stolika w kawiarni,
Gdzie w zimowe południa błyszczał ogród szronu,
Zostałem ja sam.
Mógłbym tam wejść, gdybym chciał,
I bębniąc palcami w zimnej pustce
Przywoływać cienie.

Mgła zimowa na szybie ta sama,
Ale nie wejdzie nikt.
Garstka popiołu,
Plama zgnilizny wapnem przysypana
Nie zdejmie kapelusza, nie powie wesoło:
Chodźmy na wódkę.

Z niedowierzaniem dotykam zimnego marmuru,
Z niedowierzaniem dotykam własnej ręki:
To – jest i ja jestem w dziejących się dziejach,
A oni są zamknięci już na wieki wieków
W ostatnim swoim słowie, w ostatnim spojrzeniu.
I dalecy jak cesarz Walentynian,
Jak wodzowie Massagetów, o których nie wie się nic –
Choć upłynął zaledwie rok, dwa albo trzy lata.

Mogę być jeszcze drwalem w lasach dalekiej północy,
Mogę przemawiać z trybuny albo nakręcić film
Sposobami, na których oni się nie znali.
Mogę doświadczyć smaku owoców z wysp oceanu
I mieć swoją fotografię w stroju z drugiej połowy stulecia.
A oni już na zawsze jak popiersia w żabotach i frakach
Z monstrualnego Larousse’a.

Ale czasami, kiedy wieczorna zorza barwi dachy ubogiej ulicy
I zapatrzę się w niebo – widzę tam, w obłokach,
Zataczający się stolik. Kelner wiruje z tacą,
A oni patrzą na mnie wybuchając śmiechem.
Bo jeszcze nie wiem, jak się ginie z okrutnej ręki człowieka.
Oni wiedzą, oni dobrze wiedzą.